Jaka jest przyszłość polskich uczelni?

06.07.2017 08:00

Display__mg_2464

Dosypanie nawet 3 miliardów do szkolnictwa wyższego nie poprawi jego sytuacji, jeśli te środki nie zostaną racjonalnie zagospodarowane. Edukacja wyższa wymaga zmian i pewnie powinna być to zmiana rewolucyjna, a nie ewolucyjna.

W poniedziałek w zacnym naukowym gronie wraz z przedstawicielami Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego spotkaliśmy się na debacie w ramach sieci Lepsza Polska by porozmawiać o wyzwaniach szkolnictwa wyższego w XXI wieku. Wiemy, że ministerstwo we wrześniu przygotowuje przedstawienie projektu ustawy (lub pakietu ustaw) zmieniających dotychczasową rzeczywistość uczelnianą. Na razie znane są jedynie założenia tej reformy.

Po wczorajszej debacie mam poczucie, że diagnoza stanu szkolnictwa wyższego wśród większości uczestników spotkania jest generalnie zbieżna. Spada liczba studentów, pogarsza się sytuacja finansowa uczelni, na uczelniach dominuje mało elastyczny system zatrudnienia. Po uczelniach "krążą" tzw. profesorowie wielouczelniani oraz studenci wielouczelniani.

Minister Gowin zapowiedział 1 mld złotych na szkolnictwo wyższe, jednak nie mamy gwarancji, że przełoży się to na jakość kształcenia i badań. Polskie uczelnie, podobnie zresztą jak większość europejskich, opierają się w 70% na dotacji ogólnej ze strony państwa. Brakuje pogłębionej refleksji jak zwiększyć źródła finansowania od strony przychodowej, tak by nie uzależniać się od jednego źródła. Z tym problemem zmagają się uczelnie niepubliczne. Szkoda, że nie mogą one prowadzić działalności na równych zasadach z uczelniami publicznymi. Dlaczego państwo podobnie jak w służbie zdrowia nie mogłoby przydzielać kontraktów najlepszym podmiotom, niezależnie czy byłyby one publiczne czy prywatne? Jeśli mówimy o konieczności konkurencyjności uczelni, to dlaczego wyłączamy prawie 300 z nich, które każdego dnia muszą sobie radzić bez dotacji?

Ważną kwestią jest też zwiększenie autonomii uczelni w zakresie wydawania środków oraz zniesienie regulacji krępujących polską naukę. W tej chwili obowiązuje 80 rozporządzeń wykonawczych do ustaw - docelowo, zdaniem Ministerstwa - ma być ich 30. Praktyka pokazuje jednak, że gdy jednej hydrze biurokratycznej ucina się głowę, to wyrasta z niej kolejnych siedem.

Na plany Ministerstwa cieniem rzuca się atmosfera polityczna, która towarzyszy nam obecnie w Polsce. Uczestnicy debaty mieli poczucie, że im bardziej mówi się o autonomii uczelni, tym będzie ona mniejsza. PiS pokazał, co dla niego znaczy wolność gdy zabrał się za media, Trybunał, sądy i instytuty badawcze. Czy ten ostatni przykład - tak ściśle związany z nauką - to wypadek przy pracy czy reguła działania tej formacji politycznej? Jaką gwarancję mają uczelnie, że do planowanych Rad Powierniczych nie zostaną wprowadzeni "misiewicze" po doktoratach z Torunia? Bolą zwłaszcza słowa Jarosława Kaczyńskiego o konieczności rewitalizacji inteligencji, które odsyłają do najgorszych praktyk w tym obszarze z przeszłości.

Obecnie procedowana jest ustawa o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA), które celem będzie umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego. Ale czy mamy w Polsce dobry klimat dla obcokrajowców? Czy do kraju, w którym coraz częściej dochodzi do pobić z powodu koloru skóry, chętnie będą przyjeżdżać zagraniczni studenci i doktoranci?

W tym kontekście, każda zmiana, nawet taka, której można kibicować, budzi tak wiele wątpliwości, że trudno brać za dobrą monetę intencje autorów reformy. Dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane. Na tym polu PiS mógłby godnie rywalizować z wszechobecnym pozbrukiem.